O stylach przywiązania
Czy poczucie bezpieczeństwa doświadczone w pierwszych miesiącach życia w relacji z opiekunem i jakość tej niewerbalnej komunikacji przesądza o naszym dorosłym życiu?
Wg badań Mary Main i Petera Fonagy z 1991 roku trzy cechy: przywiązanie cechujące się poczuciem bezpieczeństwa, elastyczność (resilience) i umiejętność wychowywania dzieci mających poczucie bezpieczeństwa (secure children) są skorelowane ze zdolnością jednostki do refleksji nad własnym doświadczeniem. Osoby pozbawione poczucia bezpieczeństwa umniejszają znaczenie swoich doświadczeń albo im zaprzeczają bądź też czują się przytłoczone. Uwewnętrzniona bezpieczna baza pomaga w umiejętności regulacji afektu, zdolności do dostrojenia się do innych ludzi w procesie komunikacji, okazywaniu empatii i możliwości wglądu we własne procesy psychiczne.
Bliskość fizyczna z opiekunem (najczęściej z matką), zwłaszcza w okresie niemowlęcym, gwarantuje dziecku nie tylko poczucie bezpieczeństwa ale przetrwanie. Dostępność na tym etapie życia rozumiana jest jako responsywność, czyli odpowiedź na pragnienia i potrzeby dziecka. Badania pokazują, że ludzie, którzy żyją w związkach, umierają później a im większe niebezpieczeństwo tym bardziej poszukujemy bliskości z innymi, także cielesnej. Przywiązanie nie jest zatem „dziecięcą zależnością od matki” ale życiową potrzebą. John Bowlby zajmował się badaniem faktycznego przywiązania i kwestionował psychoanalityczne koncepcje np. Melanie Klein, która szukała przyczyn zdrowego lub patologicznego rozwoju w fantazjach dziecka, (co ciekawe Klein była superwizorką Bowblego). Bliska, ciepła i trwała relacja z matką ma dla nas znaczenie na całe życie. I analogicznie – fizyczne i emocjonalne opuszczenia (np. pobyty w szpitalu, oddawanie dzieci opiekunkom i żłobkom, brak dostępności emocjonalnej matki np. z powodu depresji) zaważają znacząco na naszym rozwoju.
Matki dzieci cechujących się poczuciem bezpieczeństwa brały swoje niemowlęta na ręce w chwilach płaczu, przytulały je z troską i czułością. Łączyły własny rytm z rytmem dziecka, nie narzucały swoich planów czy tempa. „Cechowały je raczej wrażliwość niż brak dostrojenia, raczej akceptacja niż odrzucenie, raczej współpraca niż kontrola oraz raczej dostępność emocjonalna niż dystans”. Mary Ainsworth opisywała dzieci unikowe jako pozornie spokojne, których serce podczas separacji z matką bije w przyspieszonym tempie, w starszym wieku mające poczucie, że ich prośby o miłość i wsparcie pozostają niezauważone. Matki ich próby nawiązania łączności karały bądź odrzucały, odsuwały się od dzieci, gdy te wydawały się być smutne. Ekspresja emocjonalna dzieci unikowych została zahamowana i pojawiała się awersja do kontaktu fizycznego. Niemowlęta ambiwalentne to dzieci reagujące złością bądź biernością, zaprzątnięte kontrolowaniem miejsca przebywania matki, nie mające pewności, kiedy będą miały dostęp do niej a kiedy nie. Matki zniechęcały je do autonomii, co skutkowało stłumieniem w nich potrzeby eksploracji świata. „Dzieci unikowe minimalizują zachowania przywiązaniowe i skupiają uwagę na eksploracji nieożywionego otoczenia, dzieci zaabsorbowane natomiast intensyfikują zachowania przywiązaniowe i rezygnują z autonomicznej eksploracji”. Badania Ainsworth wykazały, że: „Dzieci, których płacz w ciągu trzech pierwszych miesięcy życia rodzice starali się koić możliwie jak najszybciej i najczęściej, w dwunastym miesiącu płakały najmniej i miały największe poczucie bezpieczeństwa”.
20 lat po badaniach Ainsworth, Mary Main zdiagnozowała przywiązanie zdezorganizowane, kiedy „dziecko traktuje figurę przywiązania równocześnie jako bezpieczną przystań i źródło zagrożenia. Dziecko staje w obliczu sprzecznych impulsów, które równocześnie każą mu się zbliżyć do matki i jej unikać (…) Main stwierdziła, że wzorzec ten rodzi się nie tylko w interakcjach z rodzicami, których złość bądź przemoc jest w sposób oczywisty przerażająca lecz także w interakcjach z rodzicami, u których dziecko wyczuwa przerażenie”. Rodzice dzieci zdezorganizowanych mogą być przerażający, przerażeni bądź zdysocjowani, najczęściej sami w swoim dzieciństwie mieli doświadczenia urazu lub poważnej straty. Generalnie zdolność do mentalizacji, refleksji nad własnym doświadczeniem, u rodzica jest podstawowym czynnikiem sprzyjającym powstaniu bezpiecznego przywiązania. Mentalizacja może pomóc rodzicom z pozabezpiecznym przywiązaniem wychować dzieci bezpiecznie przywiązane. Dzieci rozwijają się nie tylko dzięki doświadczeniom „dopasowania” ale też poprzez doświadczenia odrębności i różnicy. Zwykle występuje ten sam wzorzec przywiązania u rodziców i ich dzieci, pokoleniowo. Ale refleksja sprzyja w jego modyfikacji.
Bezpiecznie przywiązane dzieci mają wyższą samoocenę, większą odporność psychiczną (ego resilience), pozytywny afekt, lepszą zdolność do podejmowania inicjatywy, wyższe kompetencje w relacjach. W badaniach wykazano korelację między stylem unikowym a zaburzeniem o charakterze obsesyjnym, narcystycznym i schizoidalnym, styl ambiwalentny łączy się zaś z zaburzeniem o cechach histerycznych i histrionicznych. Dorosłe osoby zdystansowane (unikowe) koncentrują się często na potrzebach innych ludzi, podczas gdy ich własne potrzeby pozostają niezaspokojone a osoby zaabsorbowane mają wątpliwości co do poziomu zaangażowania ich partnera, więc z tego powodu poświęcają mniej uwagi własnej autonomii. W dorosłym życiu niechętnie rezygnujemy z reguł, które pomogły nam w przetrwaniu. Osoby unikowe lub zdystansowane są zwykle „odcieleśnione”, przywiązują znaczenie do tego, jak ich ciało funkcjonuje i wygląda na zewnątrz. U osób zaabsorbowanych to ciało steruje poczynaniami self, czasami czują się tyranizowani przez własne ciało. „Mają tendencję do somatyzacji, ich emocje i wspomnienia są w dużej mierze wyrażone językiem ciała. Kiedy przeżycia te stają się nie do zniesienia, odizolowane od nich ciało zostaje psychicznie porzucone. Opuszczenie ciała, czyli dysocjacja, ma być „wyjściem z sytuacji bez wyjścia”. „Pacjenci z dezorganizowanym przywiązaniem czują się bezustannie zagrożeni wewnętrznymi i zewnętrznymi niebezpieczeństwami; są udręczeni dysocjacją, obezwładniającymi emocjami i zewnętrzną rzeczywistością, która wydaje im się groźna, ponieważ projektują na nią nieznośne przeżycia wewnętrzne”.
Zdaniem psychologów społecznych style przywiązania warto rozpatrywać w kategoriach obszaru dwuwymiarowej przestrzeni, gdzie jednym z wymiarów jest oś unikania (bliskości i zależności), a drugim – oś lęku (przed opuszczeniem). Lęk odpowiada ambiwalencji wg Ainsworth i zaabsorbowaniu wg Main. Styl unikowy (zdystansowany) widzimy u osób o cechach obsesyjnych, narcystycznych i schizoidalnych (spłycona responsywność, „jakby udawali, że nie żyją) a styl ambiwalentny (zaabsorbowany) dostrzegamy u osób o cechach histerycznych, bordeline (zwiększona ekspresja przykrych emocji ma służyć do udzielania im pomocy, wyolbrzymianie zagrożenia). Modyfikacja stylu przywiązania np. w procesie psychoterapeutycznym bywa bardzo żmudna: „Dopuszczenie do siebie pozytywnych uczuć grozi wypaczeniem systemu przywiązania, którego aktywacja w mniemaniu pacjenta gwarantuje przetrwanie”.
Bezpieczne przywiązanie cechuje równowaga między potrzebą bliskości a eksploracji, kontaktu z innymi a autonomii, przynależności do innych a samookreśleniem. Poczucie bezpieczeństwa jest uwarunkowane przez nieustające konflikty i ich naprawę a nie przez gładkie, bezproblemowe doświadczenia. Istotne jest to jak się doświadcza urazów i strat i jak się je przepracowuje. W dorosłym życiu nieświadomie i świadomie przepracowujemy nasz styl przywiązania w relacjach z innymi ludźmi. Obserwujemy kiedy się wycofujemy, kiedy na tym unikaniu coś tracimy, kiedy boimy się za bardzo albo kiedy przytłaczamy innych. Obserwujemy reakcje innych na nasze potrzeby bliskości emocjonalnej i fizycznej, obserwujemy własne reakcje, gdy próbujemy przekraczać swoją strefę komfortu podejmując nowe wyzwania, zdobywając nowe doświadczenia, eksplorując świat. Kiedy zauważamy, że przekroczyliśmy czyjeś granice próbujemy to naprawiać lub intuicyjnie wyczuwamy je wcześniej. Próbujemy zauważać wpływ innych grup czy zespołów na nas i odpowiadać sobie na pytanie: czy to jestem faktycznie ja czy też inni chcą, żebym tu odegrał jakąś rolę, do której mnie świadomie lub mniej świadomie delegują? Mogę odpowiedzieć: ale to nie jestem ja! Mogę powiedzieć co naprawdę myślę i czuję a druga strona może się mylić w odbiorze mnie samego. Relacje przebiegają w nieustannym werbalnym i pozawerbalnym dialogu a my możemy mieć na uwadze, aby je naprawiać kiedy faktycznie zaistnieje taka potrzeba bądź zostawić je za sobą, gdy nie widzimy w tym głębszego sensu.
Bibliografia: David J. Wallin, Przywiązanie w psychoterapii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011

Najnowsze komentarze