O mechanizmach obronnych
Każdy człowiek posiada ulubione mechanizmy obronne, które stają się integralną częścią indywidualnego stylu radzenia sobie. Mechanizm obronny u osoby dorosłej to nic innego jak utrwalony i konieczny adaptacyjny sposób doświadczania świata wyniesiony z dzieciństwa. „Określenie zachowania jako obronnego powszechnie odbiera się jako krytykę (…) – pisze psychoterapeutka Nancy McWilliams – „Mechanizmy obronne pełnią wiele dobroczynnych funkcji. Pojawiają się jako zdrowe, twórcze adaptacje, po czym służą nam przez całe życie i pomagają w przystosowaniu się (…) Osoba stosująca mechanizm obronny na ogół nieświadomie dąży do osiągnięcia jednego lub obu z następujących celów: (1) uporanie się z silnym, zagrażającym uczuciem – zwykle jest to lęk, czasem przytłaczający żal, wstyd, zawiść czy inne dezorganizujące przeżycie emocjonalne; (2) podtrzymanie pozytywnej samooceny. Preferowanie określonej konstelacji mechanizmów obronnych wynika z: (1) temperamentu, (2) natury trudności przeżywanych we wczesnym dzieciństwie, (3) mechanizmów obronnych modelowanych, a czasem uczonych świadomie przez rodziców i inne ważne osoby, (4) doświadczonych konsekwencji użycia konkretnych obron. Mechanizmy te są zwykle nieświadome, obecne w normalnej osobowości, są wykorzystywane w warunkach stresu, nie pozwalają na świadome przeżywanie negatywnych emocji, działają poprzez autonomiczny układ nerwowy. Kiedy są stosowane w nadmiarze wiążą się z psychopatologią. Wyróżniamy mechanizmy zwane pierwotnymi, niedojrzałymi i prymitywnymi oraz mechanizmy zwane wtórnymi, dojrzalsze, zaawansowane. Pierwsze odnoszą się do granic między jednostką a światem a drugie są wewnątrzpsychiczne. Otto F. Kernberg do tych pierwszych zalicza: wycofanie, zaprzeczanie, omnipotentną kontrolę, prymitywną idealizację i dewaluację, identyfikację projekcyjną i introjekcyjną oraz rozszczepienie. Nancy McWilliams dodaje do tej listy skrajną postać dysocjacji, somatyzację, acting out i seksualizację. U osób o strukturze osobowości psychotycznej lub borderline brakuje dojrzałych mechanizmów obronnych a występują prymitywne. Psychoterapia może pomóc w wypracowaniu repertuaru bardziej dojrzałych mechanizmów i uświadomieniu niekorzystnego działania tych bardziej pierwotnych.
Mechanizmy niższego rzędu:
„Kiedy niemowlę jest przestymulowane lub wyczerpane, często po prostu zasypia – pisze psychoterapeutka Nancy McWilliams– Dorosłą wersję tego samego procesu można zaobserwować u ludzi, którzy wycofują się z sytuacji społecznych i interpersonalnych, zastępując stres związany z nawiązaniem relacji stymulacją płynącą z wewnętrznego świata fantazji. Niektóre niemowlęta są temperamentalnie predysponowane do reagowania wycofaniem na stres. Częściej reakcje te obserwuje się wśród dzieci szczególnie wrażliwych. Jednostki o takiej predyspozycji tworzą bogate życie wewnętrzne w świecie fantazji, świat zewnętrzny zaś postrzegają jako problemowy lub afektywnie ubogi. Schizoidalny styl osobowości to charakterologiczny skutek polegania na mechanizmie obronnym wycofania. Oczywistą wadą wycofania jest wyłączenie jednostki z aktywnego uczestnictwa w rozwiązywaniu problemów interpersonalnych”. Myślę, że wiele zdrowych osób ma potrzebę ucieczki od rzeczywistości, zajmowania się własnymi marzeniami, czytania książek, oglądania filmów a takie usuwanie się ze świata zewnętrznego może wskazywać na wysoką wrażliwość. „Otoczenie skazuje je na straty jako nudnych odludków. Osoby te są niezwykle wyczulone na uczucia innych. Na zdrowszym krańcu skali schizoidalnej psychodynamiki znajdują się jednostki bardzo twórcze: artyści, pisarze, naukowcy, filozofowie, mistycy religijni i inni utalentowani obserwatorzy, którzy dzięki umiejętności stania z boku potrafią przyjąć niekonwencjonalną perspektywę i niebanalnie opisać rzeczywistość” konkluduje McWilliams.
To automatyczna reakcja każdego z nas na wiadomość o katastrofie albo ciężkiej chorobie. Na informację o śmierci bliskiej osoby reagujemy: „ O, nie!” a gdy jesteśmy dziećmi możemy sobie powiedzieć: „Dopóki nie uznam, że to się dzieje, to nie będzie się działo naprawdę”. Przypomina to sytuację, w której dziecko chowa się pod koc i myśli, że naprawdę jest niewidzialne. Kiedy jednak ogarnia nas radosne podniecenie w sytuacji, gdy większość ludzi dostrzega jej pewne negatywne aspekty, to możemy się bliżej przyjrzeć temu, dlaczego zaprzeczamy? Niektórzy zaprzeczają poczuciu krzywdy i powstrzymują łzy, bo w jakiejś sytuacji gdy zostali zranieni, otrzymali komunikat, że płacz jest nieodpowiednim zachowaniem. Jednak w kryzysowej sytuacji zaprzeczanie bywa potrzebne, bo wtedy mobilizujemy się do działania (co może np. komuś uratować życie). Z kolei niechęć do wykonywania badań profilaktycznych albo utrzymywanie przez alkoholików, że nie mają problemu z piciem może budzić już wątpliwość co do zasadności takich zaprzeczeń. Bardziej dojrzałe wersje tego mechanizmu to „pocieszające przekonanie, że osoba, która nas porzuciła, tak naprawdę nas pragnęła, ale nie była gotowa do pełnego zaangażowania się w związek”. Mechanizm zaprzeczania występuje u osób hipomaniakalnych. Ale nie tylko.
Poczucie sprawstwa to kwintesencja samooceny a jego źródłem są dziecięce fantazje o omnipotencji. W dorosłym życiu zauważamy, że moc sprawcza każdego człowieka ma swoje granice. Jeśli we wczesnym dzieciństwie doświadczyliśmy poczucia bezpieczeństwa to nasze przekonania co do własnej omnipotencji i wszechmocy osób, od których jesteśmy zależni wyniesione z dzieciństwa, są adekwatne. Mamy wtedy poczucie, że jesteśmy kompetentni i skuteczni. Osoba, która delektuje się własną mocą charakteryzuje jednostkę psychopatyczną. Ludzie o tej konstrukcji osobowości stosują świadomą manipulację jako podstawowe narzędzie unikania lęku i podtrzymania wysokiej samooceny. Lubią panować nad innymi. Można ich spotkać na stanowiskach wymagających przebiegłości, lubią stymulacje i ryzyko. To liderzy w biznesie i polityce, osoby zaangażowane w tajne operacje albo przywódcy religijni, pracują w przemyśle reklamowym i rozrywkowym – wszędzie tam, gdzie mogą zdobyć i wykorzystać władzę.
„Dziecko po okresie fantazjowania o omnipotencji własnej przechodzi do fantazjowania o omnipotencji opiekunów. Potrzebuje wiary, że mama i tata uchronią je przed wszelkim niebezpieczeństwem. W obliczu choroby, nieszczęścia, śmierci i innych zagrożeń metodą obrony jest wiara, że ktoś – jakaś dobra i obdarzona wielką władzą istota – ma nad wszystkim kontrolę. Niektórzy uważają, że rządzący światem są mądrzejsi i silniejsi od zwykłych, omylnych śmiertelników (…) Poszukiwanie wsparcia wszechmocnego opiekuna jest naturalnym elementem przekonań religijnych” – pisze psychoterapeutka. Wszyscy idealizujemy. Im bardziej jesteśmy zależni, tym bardziej idealizujemy. Dzieci idealizują rodziców, a z kolei ich dewaluacja sprzyja procesowi separacji. Idealizacja jest składnikiem dojrzałej miłości. Jednak nadmierna idealizacja jest szkodliwa, kiedy ktoś jawi się nam jako wspaniały to przebywanie z nim sprzyja poczuciu bezpieczeństwa i uwalnia nas od wstydu. Kiedy przesadnie wartościujemy, poszukujemy perfekcji, chcemy łączyć się z wyidealizowanymi obiektami, chcemy się doskonalić, to możemy w sobie odkryć cechy osobowości narcystycznej. „Samoocena jednostek, które muszą idealizować i dewaluować, została zatruta przekonaniem, że należy nieustannie doskonalić Ja, zamiast je po prosu zaakceptować (…) A im większa idealizacja obiektu, tym bardziej radykalna jego ostateczna dewaluacja; im większe iluzje, tym boleśniejsze rozczarowanie (…) Mężczyzna przekonany, że onkolog jego żony jest jedynym specjalistą, który może ją wyleczyć, najprawdopodobniej poda go do sądu, jeśli żona przegra walkę z chorobą. Niektórzy ludzie przez całe życie zmieniają partnerów, przechodząc wciąż na nowo cykl idealizacji i rozczarowania”.
„Projekcja stanowi proces, w którym to, co pochodzi z wnętrza jednostki, jest mylnie uznawane za pochodzące z zewnątrz. W swej dojrzałej i dobroczynnej formie jest ona podstawą empatii. Nie da się zajrzeć do umysłu drugiego człowieka, dlatego musimy używać zdolności do projektowania własnych doświadczeń, aby móc zrozumieć subiektywny świat innych. Intuicja, niewerbalna synchronizacja, przeżycie mistycznego zjednoczenia z drugim człowiekiem lub grupą polegają właśnie na projektowaniu swego Ja na innych, co przynosi obu stronom ogromne korzyści emocjonalne. Powszechnie wiadomo, że zakochani czytają sobie w myślach, lecz nawet oni sami nie potrafią sobie tego logicznie wyjaśnić” – pisze Nancy McWilliams.
Czasami mechanizm projekcji przybiera niszczący charakter – zniekształca widzenie rzeczywistości i drugiej osoby, niechciane aspekty własnej osoby są projektowane na zewnątrz. „Ludzie nie znoszą być opacznie odbierani i mogą odpowiadać tym samym – pisze psychoterapeutka – jeśli traktuje się ich jako oceniających, zawistnych prześladowców (to przykłady postaw ignorowanych w sobie a przypisywanych innym)”. Mechanizm ten rządzi światem osoby paranoidalnej. Paranoidalny nie oznacza „bojaźliwy” albo „podejrzliwy”. „Ludzie projektują treści nieprzyjemne, do których następnie odnoszą się ze strachem i podejrzliwością”.
„Introjekcja stanowi proces, w którym to, co pochodzi z zewnątrz, jest mylnie uznawane za pochodzące z wnętrza jednostki”. Przykładem może być nieświadoma identyfikacja z agresorem. „W warunkach doświadczenia strachu bądź przemocy ludzie próbują zapanować nad przerażeniem i bólem, przejmując cechy agresora”. Mechanizm introjekcji pojawia się u osób depresyjnych – zastanawiamy się, które z naszych przewinień odebrały nam bliską osobę. Kiedy unikamy żałoby jej miejsce zajmuje nieświadoma krytyka. Myśli, które często pojawiają się u pacjentów: „coś ze mną jest nie tak” to nic innego jak uwewnętrzniony obraz zaniedbujących opiekunów w dzieciństwie ale dopuszczenie do siebie tego faktu jest zbyt przerażające.
Fuzja introjekcji i projekcji to identyfikacja projekcyjna, o której sporo pisała psychoanalityczka Melanie Klein. „Identyfikacja projekcyjna jest w stanie zachwiać pewność terapeuty co do własnego zdrowia psychicznego” – pisze McWilliams. „Ze względu na siłę komponentu projekcyjnego wiąże się ją zwłaszcza z paranoidalnym typem osobowości borderline”.
Dwulatki przypisują każdemu elementowi świata pozytywną lub negatywną konotację. „Dopóki nie pojawi się poczucie stałości obiektu, nie można mówić o ambiwalencji, ponieważ ta zakłada współistnienie przeciwstawnych uczuć wobec stałego obiektu”. Istnieje dużo rozróżnień na dobro i zło, Boga i diabła, dużo przeciwstawnych wartości. Grupy chętnie tworzą obraz złego wroga, któremu muszą się przeciwstawić. Politycy skrajnie polaryzują własne stanowiska. To są elementy rozszczepienia w świecie społecznym. W umysłach, gdy jakieś doświadczenie jest dla nas zbyt zagrażające, też możemy dokonywać rozszczepienia. Ktoś jest zły i kropka. Był dobry a teraz jest zły. Zamiast integracji, spójności, dostrzegania odcieni, tolerowania ambiwalencji – rozszczepiamy. „Pacjenci o osobowości borderline dokonują rozszczepienia nie tylko we własnym umyśle, ale (poprzez identyfikację projekcyjną) doprowadzają również do podziałów wśród personelu placówki – pisze psychoterapeutka – opiekujące się nimi osoby zaczynają się sprzeczać, ponieważ część z nich darzy danego pacjenta ogromną sympatią, chce się nim opiekować i go ratować, a część odczuwa wobec niego równie silną antypatię oraz chce się z nim skonfrontować i wyznaczyć mu granice”.
„Jeśli rodzice nie pomagają małemu dziecku wyrazić swoich uczuć słowami, dziecko wyrazi je poprzez pogorszenie swojego stanu fizycznego (w postaci choroby) albo poprzez działanie”. Moja koleżanka psycholożka zastanawiała się gdy jeden z jej trzech synów złamał sobie nogę czy przypadkiem nie potrzebuje więcej opieki? „Somatyzacja jest to proces ekspresji stanów emocjonalnych w postaci fizycznej”. Psychika jest spójna z ciałem. Kiedy odczuwamy wstyd czerwienimy się, kiedy się boimy mogą drzeć nam ręce i mamy uczucie suchości w ustach. Aleksytymicy nie znajdują słów na określenie własnego stanu psychicznego. Somatyzacja koreluje z pozabezpiecznym stylem przywiązania i przeżytą w dzieciństwie traumą. U zdrowych osób mogą występować przemijające somatyzacje, kiedy życie staje się zbyt trudne do zniesienia. Gdy jesteśmy emocjonalnie przeciążeni może spaść nam odporność i zaczynamy chorować. Ludzie, którzy na stres reagują chorobą fizyczną mają osobowość somatyzujacą. Choroba somatyczna może pojawić się gdy ktoś ma nieuświadomioną depresję. Powszechnym zjawiskiem psychosomatycznym jest uczucie guli w gardle albo ból głowy, kręgosłupa czy klatki piersiowej. Pacjenci zanim zaczną dzięki terapii rozpoznawać i wyrażać własne stany emocjonalne doświadczają ich poprzez ciało; mówią na przykład, że język ich pali, mają nogi jak z waty, chce im się wymiotować itp. Różne nieświadome konflikty mogą przybierać postać najrozmaitszych somatyzacji.
Mechanizm ten to potrzeba zapanowania nad lękiem związanym z zakazanymi uczuciami, pragnieniami, fantazjami, traumatycznymi wspomnieniami. Zdarza się często w terapii, kiedy pacjent nie czuje się jeszcze wystarczająco bezpiecznie, by je wyrazić. Czasami są to uczucia przeniesieniowe wobec psychoterapeuty. Jego początek bierze się z okresu przedwerbalnego. Niektórzy psychoanalitycy do tej kategorii zaliczają również takie zachowania jak ekshibicjonizm, wojeryzm, sadyzm, masochizm, perwersje i wszystkie zjawiska z grupy „przeciw-”, czyli przeciwfobia, przeciwzależność, przeciwwrogość. Generalnie chodzi o rozgrywanie w działaniu tego, co jest zbyt trudne do wyrażenia słowami. Na przykład osoby o organizacji histerycznej tworzą scenariusze seksualne a jednostki kompulsywne dokonują acting out, kiedy ulegają wewnętrznej presji i angażują się w przymusowe zachowania. Mechanizm ten jest charakterystyczny dla osobowości impulsywnej. W realnym życiu niektóre osoby zamiast wyrazić to co czują słowami rozgrywają coś w działaniu np. ktoś wyprowadza się nagle z domu.
„Zwykle przybiera postać odegrania, dlatego można ją traktować jako podtyp acting out”. Badania pokazują, że często wykorzystujemy aktywność i fantazje seksualne jako funkcję obronną np. żeby opanować lęk, podnieść samoocenę, pozbyć się wstydu albo nudy. Wiele dzieci, które były fizycznie albo emocjonalnie porzucone lub wykorzystane masturbuje się. Nancy McWilliams pisze: „Kobiety częściej seksualizują zależność, a mężczyźni agresję. Niektórzy seksualizują pieniądze, inni brud, władzę i tak dalej. Wielu ludzi seksualizuje doświadczenie uczenia się; przesycone erotyzmem związki z mądrymi, obdarzonymi autorytetem nauczycielami opisywano już od czasów Sokratesa (…) Seksualizacja sama w sobie nie jest problemowa ani destrukcyjna. To kontekst i konsekwencje stosowania seksualizacji w dorosłym życiu decydują, czy należy ją uznać za pozytywną adaptację, nieistotny nawyk, czy też przypadłość patologiczną”.
Wiele stanów dysocjacyjnych to stany psychotyczne. Kiedy ktoś przeżywa traumatyczne sytuacje przekraczające jego możliwości radzenia sobie- dysocjuje. Wojna, katastrofa, gwałt, przemoc, poważna operacja chirurgiczna mogą ją wywołać. Jeśli ktoś w dzieciństwie doświadczał okrutnej przemocy, w dorosłym życiu na stres zareagować może dysocjacją. Dysocjacja może być chroniczna albo epizodyczna. Istnieje dysocjacyjne zaburzenie tożsamości. W niektórych sytuacjach jako objaw dysocjacji może się pojawić zaburzenie pamięci (amnezja).
Dojrzały styl obronny idzie w parze ze zdrowiem psychicznym. Oto mechanizmy obronne wyższego rzędu:
To mechanizm, dzięki któremu „zapominamy”. „Pod wpływem skrajnego stresu pamięć epizodyczna zdarzenia w ogóle się nie formuje. Po przeżyciu traumy może się pojawić pamięć semantyczna (trzecioosobowa narracja na temat faktów), pamięć proceduralna (fizyczne doświadczenie zdarzenia czy też „pamięć ciała”) oraz pamięć emocjonalna (odczucie emocji wzbudzonych w trakcie przeżycia, gdy coś o nim przypomni, np. powrót na miejsce zdarzenia), a bywa i tak, że pamięć epizodyczna pozostaje na zawsze niedostępna”. W prawidłowym rozwoju psychoseksualnym wyparcie to naturalna reakcja na edypalne pragnienia unicestwienia jednego z rodziców i posiadania drugiego na wyłączność. Wyparcie pełni też inną pożyteczną funkcję – powoduje, że nie czujemy się przeciążeni gdybyśmy byli stale świadomi własnych impulsów, uczuć, wspomnień, wizji i konfliktów. Częsty mechanizm obronny w osobowości histerycznej. Do tej pory nie wiadomo czy najpierw występuje lęk a po nim wyparcie czy odwrotnie.
Powracanie do wcześniejszej fazy rozwoju jest naturalne w procesie separacji-indywiduacji, kiedy to dziecko pod koniec drugiego roku życia jak tylko jest/czuje się samodzielne, po chwili powraca do mamy, aby się w nią wtulić i poczuć bezpiecznie. Kiedy jesteśmy chorzy albo zmęczeni, narzekamy albo chcemy, żeby ktoś się nami zajmował. Te przypływy i odpływy są widoczne w procesie psychoterapii – pacjent jest już w nowym repertuarze zachowań i rozumienia siebie, po czym znowu cofa się do faz poprzednich. „ Z regresją nie mamy do czynienia – pisze psychoterapeutka – kiedy osoba uświadamia sobie, że potrzebuje dodatkowego wsparcia, i prosi, by ją przytulić lub pocieszyć, ani kiedy celowo poszukuje sposobów rozładowania pierwotnych poziomów popędu, np. przez uprawianie sportu nastawionego na rywalizację. Proces uznajemy za obronny wówczas, gdy toczy się nieświadomie”. Na marginesie -psychoterapeuta odpowiada na te potrzeby pacjenta słowami a nie przytula :)). Niektóre osoby hipochondryczne wykorzystują regresję do roli chorego.
Kiedy w dorosłym życiu zachowujemy się jak rozpieszczone, kapryśne dzieci albo wykazujemy zachowania nieadekwatne do naszego wieku możemy się zastanowić nad regresją. Regresja jako podstawowa strategia radzenia sobie z życiowymi wyzwaniami jest charakterystyczna dla osobowości infantylnej.
Sposobem radzenia sobie z lękiem i bolesnymi przeżyciami jest izolowanie uczuć od myśli. W niektórych sytuacjach jest to bardzo korzystne np. w pracy chirurga. Nie jest to dysocjacja, która całkowicie wymazuje przeżycie ze świadomości, tu usunięte zostaje tylko znaczenie emocjonalne.
Mechanizm ten jako obronny pojawia się u osób, które nadmierne znaczenie przypisują myśleniu a nie doceniają uczuć, np. u osób obsesyjnych.
Kiedy jakaś sytuacja jest naładowana emocjami pozwala nam myśleć racjonalnie. Nadmierna intelektualizacja może odbierać przyjemność płynącą z zabawy, seksu czy ekspresji artystycznej.
„Z racjonalizacją mamy do czynienia wtedy, gdy nie zdobywszy tego, czego chcieliśmy, dochodzimy do wniosku, że wcale nam aż tak bardzo na tym nie zależało (efekt kwaśnych winogron), oraz gdy doświadczyliśmy czegoś złego, po pewnym czasie uznajemy, że ostatecznie nie było to aż tak złe (efekt słodkiej cytryny)” – pisze psychoterapeutka- „Im bardziej inteligentna i kreatywna jest osoba, tym lepiej potrafi racjonalizować. Mechanizm ten jest pożądany, kiedy pozwala znaleźć najlepsze wyjście z trudnej sytuacji, ograniczając do minimum negatywne odczucia”.
Kiedy racjonalizacja dotyczy rozumu to mechanizm moralizacji umieszczamy w tym, co słuszne i osądach moralnych. Jeśli towarzyszy jej efekt zadęcia to inni mogą ją odebrać jako zabawną lub nieprzyjemną. Często rozwiązuje ona problem mieszanych uczuć – odwołujemy się do zasad, reguł, norm zamiast powiedzieć o swoich mieszanych uczuciach.
Próbujemy utrzymać dwie idee, dwie postawy albo dwa zachowania pozostające ze sobą w konflikcie i nie dostrzegamy sprzeczności między nimi np. hipokryzja.
Próba wymazania zachowania, z powodu którego mamy nieświadome poczucie winy lub uczucie wstydu. Częsty u osobowości kompulsyjnej np. ktoś wraca do domu z prezentem jako rekompensatą za wczorajszą awanturę.
Przekierowanie emocji, popędu, myśli lub zachowania z obiektu, który wzbudza lęk na inny obiekt. Na tym polegają fobie. Stosujemy go też, kiedy złość, którą mamy do szefa, kierujemy na współpracowników albo członków rodziny. Pozytywnym wymiarem tego mechanizmu jest umiejętność zamiany energii agresywnej w twórczą.
To działanie służące zaprzeczaniu ambiwalencji. Przekształcamy nienawiść w miłość, pragnienia w pogardę czy zawiść w zainteresowanie. Zamiast złożoności doświadczenia emocjonalnego wychwytujemy tylko jeden jego biegun. Przykładowo osoby z zaburzeniem obsesyjno-kompulsywnym darzą jakiś autorytet szacunkiem i uznaniem a nie dopuszczają również uczucia niechęci a osoby paranoidalne czują nienawiść i podejrzliwość, podczas gdy przypuszczalnie mogą odczuwać jeszcze tęsknotę i zależność.
Kiedy chcemy, żeby ktoś się nami zaopiekował, zaczynamy się opiekować innymi.
Jest to normalny mechanizm rozwojowy a tylko w niektórych sytuacjach staje się obronny.
„Dziecięca część naszej natury żyje w nas przez całe dorosłe życie. Nie można się jej pozbyć – możemy jedynie lepiej lub gorzej sobie z nią radzić ”. W dorosłym życiu próbujemy sublimować, czyli znajdować twórczy i użyteczny sposób wyrażania problemowych impulsów i konfliktów. Można zażartować, że dentysta sublimuje sadyzm, artysta-ekshibicjnizm, a prawnik – pragnienie zabicia wrogów klienta.
Odpowiednia dawka humoru zwiększa naszą zdolność znoszenia cierpienia.
Nancy Mc Williams uważa, że zrozumienie różnic między ludźmi w zakresie ich podstawowego charakteru jest nieodzowne do prowadzenia skutecznej psychoterapii. Pisze ona: „Każdy z nas przeżywa w dzieciństwie silne lęki i pragnienia oraz radzi sobie z nimi za pomocą najlepszych dostępnych w danym momencie strategii obronnych” (…) „I kaktus, i bluszcz urosną, jeśli zapewnić im wodę i światło, lecz ogrodnik, który nie wie, czym się różnią te rośliny, nie doprowadzi ich do pełnego rozkwitu”.
Tekst napisałam na podstawie książki Nancy McWilliams Diagnoza psychoanalityczna. Nowe, zaktualizowane wydanie. GWP, Sopot 2022

Najnowsze komentarze